HISTORIA

Dawno temu w Ameryce
Dzięki archeologom i antropologom, ale także dzięki przekazywanej z pokolenia na pokolenie ustnej tradycji Indian (zwanych coraz częściej tubylczymi Amerykanami), dzięki ich mitom i opowieściom, wiemy dziś sporo o dawnych mieszkańcach Ameryki. Wiemy, że pierwsi ludzie pojawili się na kontynencie amerykańskim tysięce lat temu i że większość z nich przekroczyła istniejący wówczas lądowy pomost między Syberią a Alaską. Wędrując ze zwierzyną i pogodą, wiedzeni ciekawością świata w ciągu niewielu tysiącleci dotarli w najdalsze rejony Nowego Świata, zmieniając stopniowo, różnicując i wzbogacając swój prosty początkowo, wędrowny, myśliwsko - zbieracki sposób życia. Zasiedlili mroźną tundrę, wilgotne lasy i bezkresne równiny, morskie wybrzeża, gorące pustynie i skaliste góry. Niemal wszyscy, podobnie jak ich należący do rasy żółtej azjatyccy przodkowie, byli niscy, mieli proste czarne włosy, lekko brązową skórę i wydatne kości policzkowe (na skutek mieszania się z ludźmi innych ras i narodów u współczesnych Indian i Metysów wszystkie cechy są już stosunkowo rzadkie). Większość z nich podzielała prawdopodobnie wiarę w mit o tym, iż Ziemia została stworzona przez jakieś zwierzę z grudki ziemi (zwierzę to w poszczególnych plemionach bywało różne, ale najczęściej był to symbol mądrości i sprytu – kojot). Ci nowi Amerykanie udomowili wile dzikich roślin i zaczęli badać pory roku za pomocą astronomii. Polowali na wymarłe później wielkie ssaki – mamuty, mastodonty, na przodków bizona, konia i niedźwiedzia, ale często byli też z konieczności wegetarianami. Nauczyli się rozpoznawać rośliny jadalne i trujące oraz przystosowywać do życia w trudnym, nierzadko niebezpiecznym środowisku. Rozwinęli garncarstwo, plecionkarstwo i rybołówstwo. Stopniowo zaczęli wytwarzać coraz bardziej specjalistyczne narzędzia, uprawiać role, osiedlać się i gromadzić nadwyżki żywności. Ślady tych pierwszych Amerykanów, zwanych paleoindianami, archeolodzy odnajdują dziś niemal na całym kontynencie, a różnorodność miejsc, w jakich je znajdowano, świadczy o zróżnicowaniu kultur i grup plemiennych, które je pozostawiły. Pozostałości znającej narzędzia z kamienia i kości tzw. kultury Clovis datuje się na co najmniej 12 tysięcy lat, a ślady dużo bardziej zaawansowanej i zróżnicowanej tzw. kultury Folsom – na 9 tysięcy. Żyjące wówczas w Europie, Azji czy Afryce plemiona pierwotne znajdowały się na podobnym poziomie rozwoju. Gdyby spojrzeć na Amerykę sprzed tysiąca lat, gdy władcy słowiańskich plemion przyjmowali chrześcijaństwo i tworzyli podstawy pierwszych państw Europy Środkowej, znaleźlibyśmy tam około 8 milionów ludzi, mówiących ponad 300 językami. Mieli oni psy, ale nie znali koni. Umieli rozpalać ogień, ale nie wytapiali żelaza. W przeciwieństwie do Europejczyków znali kukurydzę, ziemniaki, kakao i tytoń, ale nie wiedzieli co to pszenica czy pszczoły dające miód. Mieli oni oszczepy, łuki i strzały, ale nie znali prochu. Udomowiali dzikie rośliny, a swoje pola nawozili i nawadniali. Budowali wioski i miasta wielkości ówczesnego Rzymu czy Londynu i choć nie znali koła, wędrowali szlakami o długości tysięcy kilometrów. Z użyciem pieniądza handlowali z odległymi plemionami. Znali alkohol, sport i hazard, ale dbali też o własne rodziny i szanowali dary Matki Ziemi. Snuli piękne opowieści i przekazywali młodzieży wiedzę przodków, chociaż nie znali pisma. Większość ówczesnych plemion miała zręcznych myśliwych, wojowników i rzemieślników, wiele – rolników, a niektóre także – szlachtę i niewolników. Tubylczy Amerykanie sprzed tysiąca lat mieli mądrych przywódców, wyrafinowanych artystów i kapłanów różnych religii oraz specjalistów leczących rozmaite choroby. Nie mieli natomiast – i wydaje się, iż nie potrzebowali na przykład – prawników czy polityków. Tak odmienny, bogaty i niezrozumiały często dla siebie Nowy Świat zastali, podbili i w ciągu ostatnich 500 lat niemal doszczętnie zniszczyli nasi przodkowie, przybysze z Europy.

Domy Indian
Tubylcze plemiona Ameryki Północnej budowały około 20 rodzajów domostw, od prostych szałasów z gałęzi do wielopiętrowych bloków z kamienia i gliny, zwanych pueblami. Typ budowli w danym rejonie czy plemieniu zależał zarówno od klimatu, środowiska geograficznego i dostępnych materiałów, jak i od sposobu gospodarowania i poziomu kultury materialnej poszczególnych plemion. We wschodniej części kontynentu typowym domem Indian była kopulasta konstrukcja zwana popularnie wigwamem (nazwa pochodzi z języka Algonkinów), z pionowymi ścianami i zaokrąglonym dachem. Wigwamy budowane były z mocnych tyczek wbitych w ziemię, wygiętych i związanych razem oraz okrytych korą brzozową albo matami z trawy lub sitowia. Otwory z obu stron wigwamu służyły za drzwi i okna, a otwór w dachu umożliwiał wentylację i uchodzenie dymu z palonego wewnątrz ogniska. W żadnym typie swoich domów Indianie nie budowali kominów. Indiańskie domy to zwykłe domy typu wspólnotowego, zamieszkane przez kilka spokrewnionych ze sobą rodzin lub jedną tzw. szeroka rodzinę wielopokoleniową. „Długie domy” Irokezów ze wschodniej Krainy Lasów miały do 30 metrów długości i były podzielone na szereg pomieszczeń otwartych na centralny korytarz, w którym poszczególne rodziny rozpalały własne ogniska. Platformy po bokach każdego pokoju okrywane były skórami i służyły tak za łóżka i siedziska. Wędrowne plemiona z Równin i okolic Wielkich Jezior mieszkały w namiotach zwanych tipi (w języku Siuksów tipi znaczy „dom”). Były to okrągłe stożkowate konstrukcje z tyczek związanych u szczytu i okrywanych korą lub matami nad jeziorami lub skórami bizonów na równinach. Będące zazwyczaj domem jednej rodziny tipi były lekkie i łatwo przenośne, a dwie kobiety mogły je rozstawić lub zwinąć w godzinę. Ze względów ceremonialnych lub ochronnych tipi stawiano często w kręgu, a w środku obozu wznoszono specjalne tipi do celów obrzędowych. Duże owalne domy z drewnianych szkieletów krytych strzechą z trawy budowały też plemiona z Teksasu. Częściowo osiadłe plemiona znad rzeki Missouri, takie jak Paunisi i Mandanowie, budowali trwałe konstrukcje z bali obsypanych ziemią, w których mogło mieszkać nawet kilkanaście rodzin. Mniejszym odpowiednikiem takich ziemianek był budowany z drewna i ziemi hogan Nawahow. W rejonie Zatoki Meksykańskiej każde większe osiedlenie miało rodzaj „domu narad” - dużej okrągłej budowli ze stożkowatym dachem i ścianami z bali – przeznaczonej na plemienne narady i obrzędy. Budowane w rejonie rzeki Rio Grande na Południowym Zachodzie osiedla zwane pueblami składały się z wielu – czasem setek – prostokątnych pomieszczeń różnej wielkości, wznoszonych piętrowo ze skał i glinianych cegieł adobe. Te wspólnotowe budowle miały płaskie dachy, liczne dziedzińce, skomplikowane przejścia i drabiny prowadzące z piętra na piętro. Wędrujący po pobliskich górach Apacze i ich sąsiedzi mieszkali z kolei w prostych szałasach z gałęzi i trawy, zwanych wikiup. Liczne małe plemiona Kalifornii dostosowywały swoje stosunkowo proste domostwa do klimatu i środowiska, w którym żyły, wznosząc różnego typu szałasy i ziemianki. Na Północno - Zachodnim Wybrzeżu przeważały duże prostokątne domy z desek zdobionych symbolicznymi malunkami i płaskorzeźbami, zamieszkiwane zwykle przez kilka rodzin z jednego klanu. U wejścia wznoszono słupy totemowe z rzeźbami upamiętniającymi autentycznych i mitycznych przodków oraz ważne wydarzenia z historii danego klanu. Dalej na Północy Indianie budowali zazwyczaj ziemianki,a Inuici ziemianki i kopulaste iglooz brył ubitego śniegu. Domy w tubylczych osiedlach rozrzucone były zazwyczaj nieregularnie, według uznania ich właścicieli, choć czasami, zwłaszcza na terenach przygranicznych, stawiano je dla bezpieczeństwa blisko siebie wzdłuż regularnych ulic i otaczano palisadą z bali. Wznoszone przez Irokezów forty miały wzdłuż wewnętrznej strony palisady wysokie platformy, z których obrońcy mogli ostrzeliwać ewentualnych napastników. Poza typowymi, mniej lub bardziej trwałymi (kultura, klimat), domostwami, niemal wszyscy Indianie wznosili też różnego rodzaju konstrukcje tymczasowe o charakterze użytkowym lub obrzędowym, takie jak schrony myśliwskie, szałasy potu, pomosty, spichlerze czy chroniące przed słońcem altany.

Zwierzęta domowe wśród Indian
Przed przybyciem białych do Ameryki jedynym zwierzęciem udomowionym tam był pies. Indianie niemal wszystkich plemion wykorzystywali psy jako zwierzęta juczne lub pociągowe w dzień i ostrzegawcze lub obronne w nocy. W niektórych plemionach jedzono też psie mięso w celach obrzędowych lub w okresach głodu. Bardzo rzadko tresowano i wykorzystywano psy do polowania. Wiele plemion trzymało w niewoli orły i inne ptaki drapieżne, zdobywając w ten bezkrwawy sposób ich pióra. Dzieciom pozwalano też czasem trzymać rozmaite zwierzęta, zwłaszcza młode. W zależności od środowiska różne gatunki dzikich zwierząt stanowiły też podstawę pożywienia, gospodarki i życia duchowego indiańskich plemion (bizony, jelenie, wieloryby, łososie, karibu). W czasach historycznych, przed przybyciem do Ameryki hiszpańskich najeźdźców, Indianie nie znali koni (choć archeolodzy odnajdują w Ameryce szczątki wymarłego w czasach prehistorycznych niewielkiego przodka dzisiejszych koni). Zdziczałe konie europejskiego pochodzenia zostały natomiast szybko udomowione i wykorzystane przez Indian, zwłaszcza przez wędrowne plemiona Równin. Przez pewien krótki stosunkowo czas (przez kilka pokoleń) koń stał się dla tych plemion zwierzęciem równie ważnym, jak wcześniej bizon. Kolonizacja Zachodu, grabież ziemi i eksterminacja bizonów pod koniec XIX wieku doprowadziły jednak do upadku ten najbardziej kojarzony z Indianami styl życia. W XX w. hodowla koni przez Indian Równin, hodowla stad owiec i kóz przez Nawahow i inne plemiona Południowego Zachodu, a także rozwijająca się hodowla uratowanych przed zagładą bizonów i ich krzyżówek z bydłem domowym, stały się dla wielu Indian nowym sposobem życia i środkiem utrzymania.

Zwyczaje pogrzebowe Indian
Sposoby postępowania Indian ze zmarłymi różniły się w zależności od plemienia i środowiska, w którym mieszkali. Podobnie, jak w Europie, najpowszechniejsze było grzebanie zmarłych w ziemi. Irokezi i inne plemiona leśne pozostawiali zwłoki na tymczasowych marach (rusztowaniach) do czasu ich rozkładu, a następnie zbierali kości i składali uroczyście we wspólnym grobie. W niektórych plemionach wschodniej Ameryki (np. Czoktawow) rodzina przechowywała zawiniątka z kośćmi zmarłych przodków w domach. Na równinach i w górach Indianie pozostawiali zmarłych na rusztowaniach, drzewach lub w jaskiniach, natomiast na upalnym Południowym Zachodzie powszechna była kremacja (palenie zwłok). Plemiona Północno – Zachodniego Wybrzeża pozostawiały zwłoki w kanu ustawionych na specjalnych rusztowaniach. Na północy Aleuci chowali zwłoki w jaskiniach, a Inuici (zwani dawniej Eskimosami) grzebali swoich zmarłych w ziemi. Obawa przed wymawianiem imienia osoby zmarłej była wśród Indian równie powszechna, jak niszczenie własności zmarłego, włącznie z zabijaniem jego konia czy psa. Częste było też składanie w pobliżu grobu pożywienia na czas podróży duszy do krainy umarłych. Wśród zwyczajów pogrzebowych spotykało się kaleczenie ciała przez żałobników, obcinanie włosów przez krewnych zmarłego, ogólne zaniedbanie żałobników oraz obrzędowe opłakiwanie zmarłego o świcie i zmierzchu, czasem przez wiele tygodni.

Oprac. Cień (cien@indianie.eco.pl)

 

Strona Główna